Powered By Blogger

czwartek, 19 czerwca 2014

Jesteśmy z tego samego materiału co nasze sny...


...napisał kiedyś William Szekspir.

Dziś, w 77 rocznicę śmierci James'a Matthew Barrie'go - autora Piotrusia Pana, chcę napisać właśnie o marzeniach. Słowie kluczu do wnętrza wielkiej machiny jaką jest kino. 

Macie bilety?

Biletem do krainy marzeń jest tylko wasza wyobraźnia. Nawet jeśli dawno nie oliwiona, zardzewiała albo okurzona, nadal jest zdolna do użytku! Wystarczy ruszyć jedną zębatkę, a cały mechanizm zacznie działać tak, jakby nigdy nie wyszedł z wprawy.
Nie bójmy się marzyć. Nie wstydźmy się chęci przygody, chęci poczucia wiatru we włosach, chęci stania się kimś innym. Marzenia są przecież cząstką nas.

Dozwolone do lat 18?

Otóż nie! Ten próg, który przestępujemy może sugerować nam tylko jedną rzecz: że teraz przynajmniej będą traktować nas na serio! Myślicie, że jesteście najstarsi na tej łajbie?
Rzućcie okiem na pokład:
pisarze (specjalizacja: smoki), baśniopisarze, wierszokleci (ulubiony temat: wróżki),
twórcy filmów (ci byli już w tylu magicznych krainach, że mogą służyć za przewodników)
scenarzyści (nie widać ich? och, to dlatego, że wtopili się w tło), ilustratorzy i masa innych zwariowanych osób, bez których droga do krainy magii byłaby zapomniana.
Wszyscy oni z uporem próbują oprócz realnego świata tworzyć równoległe krainy bardziej pachnące, żywsze i bardziej różnorodne, a także mniej złe. 
W każdym filmie znajdziemy motyw marzeń. Odnajdziemy go w tonach książek. To pociągające.


tego Marzyciela chyba znacie ;)

Ahoj Piraci! Kotwica w górę! Rozwinąć żagle! Kurs na Tortugę!




Każdy ma inny cel, do którego dąży. A jeśli naprawdę chce go osiągnąć sznurek, po którym zmierza jest coraz krótszy.
Dziecięce pragnienia, choć wydają się często nierealne, naiwne i przesycone kolorami tęczy są kwintesencją tego, co nazywa się marzeniem. A gdy dorośniemy? Tym lepiej. 
Bo przecież marzenia się nie starzeją, a między nimi a realnością warto stawiać znaki równości.



Życie człowieka ma kolor jego wyobraźni.

poniedziałek, 16 czerwca 2014

Tęskniliście za Bondem?

Świetnie, ja też! :D
W ostatnim z wywiadów ten człowiek...
Sam Mendes I
(jeśli nie wiecie kto to, musicie dotrwać do końca)

...ujawnił (ach, jakże dramatycznie to brzmi!) że Bond 24 będzie kontynuował wątki rozpoczęte
w "Skyfall". Wątpię, żeby jakikolwiek film o Bondzie wrył mi się w pamięć na tak długo jak Skyfall
i aby jakiś bondowski soundtrack leciał w pokoju przez tyle tygodni. Adele biła wówczas rekordy na listach przebojów, na liście Merkurego utrzymywała się 40 tygodni, kilka razy pod rząd będąc
na szczycie. Nic dziwnego - twórcy się spisali, film był dopięty na ostatni guzik.

 Z początku nie chciał wracać do Bonda. Lecz później stwierdził, że obsadzając nowe postacie otworzył ścieżkę do stworzenia kolejnej części tej dwu-częściowej historii.
“I cast a new M, I cast a new Moneypenny, I cast a new Q, I cast a new Tanner. 
I felt there was a way to create the second part of a two-part story.”  
Nie twierdzi, że narracja będzie ta sama, ale nie sposób będzie przeoczyć związku między dwiema produkcjami.
Fajnie. 
Zdjęcia do "Bonda 24" zaczynają się w październiku. Na razie wiadomo, że w obsadzie znajdą się:
  • Daniel Craig (Bond ze Skyfall, a także Casino Rayal i innych, Mikael z Dziewczyny
    z Tatuażem)
  • Ralph Fiennes (beznosy Voldemort, uroczy pan Gustav z Gran Budapest Hotel)
  • Naomie Hariis (szaleńcza Tia Dalma z Piratów z Karaibów)
  • Ben Whishaw (nawiedzony morderca-Jan Baptysta z Pachnidła, Q-geniusz ze Skyfall)

A teraz rozwiązanie zagadki dla niewtajemniczonych:
Na imię mu Samuel. Sam Mendes. 
Angielski reżyser, ojciec American Beauty, dróg do zatracenia i do szczęścia.
Tylko wygląda tak groźnie. Jeśli posłuchacie go przez chwilkę prawdopodobnie, tak jak ja, zapragniecie obejrzeć go na ekranie we własnej osobie. Wydaje się bardzo sympatyczną postacią
Tu zdjęcie z planu "Skyfall".


sam-mendes-skyfall-image

wtorek, 10 czerwca 2014

Nostalgiczna wyprawa po słońce, czyli And While We Were Here

Tęsknota za latem. Czy was też często dopada? Figlarne spojrzenia za promieniami słońca
i upragnione zapachy wieczornych różowych obłoków. Poczucie, że jest się wolnym, prawdziwie wolnym, jak fale przemierzające niezgłębione połacie mórz.
And While We Were Here jest umiejscowiony właśnie w letnim klimacie, włoskich krajobrazach, pośród palmowych liści i zimnych murów.

Przedstawmy bohaterów:
1. Zapracowany Nonsens
Ma brązową altówkę, białą koszulę, czarny portfel i żonę. Właśnie w takiej kolejności. Zabiera ją na dwutygodniowy wyjazd do Włoch, gdzie będzie grać koncert.
2. Niezdecydowana Chaos
Jest młodą, piękną pisarką. Poszukuje sensu życia, istnienia. Może to przez niedoświadczenie wydaje się jakby miała zupełnie wyblakłą osobowość..
3. Prześladowca, którego nie chce się zgubić
To charyzmatyczny, brązowooki, otwarty umysł, którego towarzystwo

Film zaczyna się w pociągu. Mąż i żona trzymają książki. Są zaczytani. Nie. To tylko pozory. Tak naprawdę on śpi, a ona wyobraża sobie wakacyjne momenty. Są szczęśliwym, kochającym się małżeństwem. Nie. Już po kilku scenach jesteśmy pewni, że nie. Wszystkiemu winna jest cisza, która nieustannie wpycha się pomiędzy nich. Uduchowiona kobieta zostaje sama ze swoimi rozważaniami. Faceci nie zastanawiają się nad życiem podmiotów lirycznych. Cisza. On poświęca czas na wielogodzinne próby, a ona nie mogąc znieść nudy, postanawia wybrać się promem na wyspę.

- Parlare inglese?
Dziewczyna pyta napotkanego przechodnia o drogę do zamku. Gdy odchodzi, ten zdejmuje buty
i biegnie za nią. Od razu widać, że nie mamy do czynienia z postacią szablonową, szytą na miarę. Jak określić szaleńca? - ktoś spyta. Właśnie po kruchych, nic nie znaczących gestach, którymi zjednuje sobie naszą sympatię. 


"- Postanowiłem nauczyć się na pamięć miłosnych sonetów Michała Anioła po angielsku
i w oryginale. 

- Nie żartuj. Myślałam że Michał Anioł był gejem.
- Co nie przeszkadzało mu jej kochać."
Scena w której recytuje po włosku jeden z nich jest jedną z moich ulubionych. Nie wiem czy to zasługa włoskiego, pięknej scenerii czy uroku osobistego ale emanuje magią i nie sposób oderwać od niej oczu. A przecież to zwykłe słowa, tworzące dopiero razem coś pięknego!  Chłopak ma 19 lat
i otwarty umysł. Role się zamieniają - teraz to kobieta jawi się jako realistyczna postać. 

"- Może chcę pisać o niczym?
 - Wszytko jest niczym."
Budzi się znajomość, która wschodzi jak słońce spragnione rozżarzonej ziemi. Jest wir przygód, noce, których nie ma i poczucie wolności. Czy nie tak definiuje się lato? 
Lecz główna bohaterka jest przecież mężatką. Ze wszystkiego na powierzchnię wynurza się samotność. 
"-Porozmawiaj ze mną!" krzyczy.
Narastające obawy,  niezdecydowanie i strach nieustannie mieszają się z uniesieniem
i pragnieniem... no właśnie, jakim? Jane musi odpowiedzieć sobie na pytanie czy tak naprawdę poszukuje przygód czy szczęścia. Chwile siedziałam z ta zagadką, gdy wtem odpowiedź pojawiła się na ekranie w tańcu, gdy zaczęli wirować na molo. No jasne! Przecież taniec jest uosobieniem wolności! Ona pragnie wolności! 


 Myślę, że jeśli właśnie wolność jest tym, za czym tęsknicie to powinniście obejrzeć And While We Were Here. Być może nie jest to odpowiedź na to jak ją zdobyć ani jak ją traktować, ale na pewno pokazuje jej wartość.



"- Czemu wciąż biegniemy?
- Nie wiem."

I jeszcze jedno. Bohaterka pisze książkę na podstawie wspomnień jej babci. A babcie, jak powszechnie wiadomo są skarbnicą wszystkich najważniejszych rzeczy na ziemi. Babcia Jane mówi:

"Nie bój się czasu. Czas można przestawić."

I z tym zdaniem żegnajmy odchodzącą wiosnę i witajmy lato.

wtorek, 27 maja 2014

Kino w ciemno

Chyba żadne inne miasto (a może o czymś nie wiem?) nie wpadło jeszcze na pomysł cyklu, który byłby tak intrygujący. Kino MUZA w Poznaniu już po raz kolejny zaprasza nas na seans w ciemno. Randka z filmem jest bowiem nietypowa - nie wiemy, kogo zobaczymy na ekranie! Wchodzimy. I do momentu, w którym zacznie się kręcić taśma, popłyną pierwsze dźwięki i ukaże się pierwszy obraz nie wiemy, czego można się spodziewać.
Ryzykowne?
Myślę, że repertuar jest ostrożnie dobierany, tak by żaden widz nie czuł się oszukany ani  zawiedziony po filmie.
Poza tym wielką zaletą tego cyklu jest niespodzianka. W codzienności, gdzie dostęp do informacji jest nieograniczony, kogóż pociągają jeszcze zagadki, tajemnice, niewiadome? Jeśli was - to ten cykl jest właśnie dla was.
W jego ramach można było obejrzeć takie produkcje jak "Tom", "Tylko kochankowie przeżyją",
"12 gniewnych ludzi" czy "Nocny Kowboj".  Nie twierdzę, że z każdego z tych filmów wyszłabym z poczuciem, że było naprawdę warto, ale część z nich z wielką ochotą obejrzałabym na dużym ekranie, co w żaden inny sposób nie jest możliwe w przypadku filmów z XX wieku.
Sprawdźcie więc sami i być może do zobaczenia w MUZIE !
http://www.kinomuza.pl/index.php/pl/aktualnosci/0,2,0,845,kino-w-ciemno

czwartek, 15 maja 2014

Happy End? A może nie?!

Gdy w ręce wpadnie wam ulotka, lub gdy traficie na stronę Multikina, spójrzcie na repertuar komercyjnej machiny do innych światów. Jak myślicie, ile z tych filmów zakończy się szczęśliwym zakończeniem?
Pomyśl chwile bratku
dojdź do wniosku, że
9 na 10 z tych filmów
na bank zdołuje cię

Wychodzę, z założenia, że lepiej jest wyjść z kina zdołowanym przez ambitne kino, które
z górnolotnym problemem może zagnieździć się w naszym umyśle na dobrych parę godzin, 
niż wyjść z niego zdołowanym przez szmirowate zakończenie "pozytywnego" filmu. 
Pozytywny film maskujący się pod hasłem  "komedia". (BTW-skoro komedie nie są śmieszne, może powinien powstać nowy gatunek filmowy, który rzeczywiście wywoływałby śmiech?)
Pozytywny film, który ma ci uświadomić, że życie i tak zagra ci na nosie, bo nie spotkasz w nim przystojnego bruneta ani zaczarowanej taksówki, która przewiezie cię po nocnym Paryżu

1) Schemat
Zaspał. Wstał lewą nogą i wylała mu się kawa. Szef wywalił go z pracy... i tak dalej i tak dalej. 

Lecz nie martw się, wszystko dobrze skończy się!

Fabuła narzuca falę nieprawdopodobnych wydarzeń, a zbiegi okoliczności wyskakują zza każdego zakrętu. Na początku filmu można mniej więcej odgadnąć zakończenie.

2) Pozytywna energia czy czarna dziura?
W zależności od produkcji otrzymujemy przewidywalny, lecz miły dla oka efekt końcowy albo film wyssany z wszystkich prawdziwych reakcji i emocji. Jasne, niektórzy lubią chodzić na typowe "odmóżdżacze", ale według mnie ich wartość mieści się w znużonym spojrzeniu.

3) Gdzie się podziały wszystkie nasze problemy?
Na co dzień lubimy się zamartwiać i jesteśmy pochłonięci wszystkimi przeciwnościami jakie wskakują nam na plecy. Idziemy do kina i na chwilę możemy żyć innym życiem. Czyimś życiem. Dlaczego po seansie mam stwierdzić że mój żywot jest do ****? Lepiej byłoby poprzeplatać uśmiech losu z problemami do pokonania. Scenariusz idealny? :)

Wyszło na to, że dobrze zrobione happy endy nie są takie złe. W końcu "przeamerykanizowanie" nikomu nie wychodzi na zdrowie.





czwartek, 1 maja 2014

Dokąd prowadzą wszystkie filmowe drogi?

 "Tory prowadzą do miasta, zwiastując niewiadomej przyszłości."

Ta podpowiedź może wciąż dla wielu być zagadką. Zagadką, którą odkrycie nie pozwoli na ujrzenie czegoś spektakularnego. Nie będzie to nic ekscytującego, nie przejmie przerażeniem. Nie będzie krokiem na przód, a może być nawet krokiem w tył. Może wydobyć na światło dzienne zakurzone wspomnienia.
Zainspirowana filmwebowym klipem postanowiłam napisać o debiucie (1955) indyjskiego reżysera Satyajit'a Ray'a. Film "Droga do miasta" jest w rzeczywistości zapisem obrazów zupełnie kontrastującym z terminem "kino". Czym kino jest samo w sobie? Na pewno dla każdego z nas jest czymś innym, jednak w ostatnich latach na czele list skojarzeń znajdzie się Johnny Deep, Marylin Monroe i cała reszta świty z Hollywood. A warto pamiętać, że codzienność i prostota niesie w sobie tyle samo uroku i piękna, co gwiazdorskie insygnia. Aktorami w "Drodze do miasta" są zwykli ludzie, a zamiast szalonych musicalowych piosenek z Bollywood  postawiono tu na humanizm i społeczeństwo. Terkoczący pociąg, stara ciotka z laską, bose stopy w polu - to wymowa dnia dzisiejszego, którą obserwuje kilkuletni chłopiec prowadzący nas przez film.
A jakie elementy tworzą naszą codzienność?

http://www.filmweb.pl/video/na_skroty/Droga+do+miasta-33352

"Wreszcie odnalazłeś swoją drogę"

Dla niektórych droga była wszystkim, a więc była po prostu sposobem na życie, nową szansą i możliwością bycia odpowiedzialnym tylko za siebie. Snucie się w marzeniach o nierzeczywistości i nieustająca pogoń za szaleńcami pragnącymi wszystkiego naraz. Podążanie za głosem słońca, promieniami serca i przebłyskami rozumu. To właśnie życie "W drodze".

"Takie wybraliśmy życie. Jedno jest pewne: nie ujrzymy raju"

Tan gangsterski dramat znany pod nazwą "Droga do zatracenia" wyreżyserował w 2002 roku Sam Mendes (znany z American Beauty i Skyfall). Tu ważnym elementem, w okół którego skupia się fabuła również jest chłopak. Nie ma jednak tak spokojnego życia, jak hinduski kolega, odkąd staje się świadkiem morderstwa.

"Wielka szansa trafia się tylko kilka razy w życiu. Kto chce żyć z poczuciem, że jej nie wykorzystał?"

Te słowa słyszy bohater grany w "Drodze do szczęścia" przez Leonardo di Caprio. Jego życiową partnerkę z którą kroczy w złym kierunku gra  Kate Blanchet. Razem próbują udowodnić, że życie nie kończy się w chwili, z którą zaczyna się je dzielić z gromadką dzieci. Hollywoodzkie problemy, hollywoodzkie wykonanie. Słodko-gorzkie z happy-endem.

Przez lata dążono do przebaczenia (Droga do przebaczenia 2007), zapomnienia (droga do zapomnienia 2014). Kierowano się głodem przygód (droga do El Dorado) albo pragnieniem wolności(droga do wolności 2001). Celem było piekło (droga do piekła 2007) dom (droga do domu 1999) północ (2012) albo Hiszpania (2013). Czasami znajdowało się wszystko, a czasami zostawało się z niczym (droga donikąd 2007). Jednak z każdym przebytym kilometrem coraz lepiej znało się siebie, wytarte podeszwy sugerowały znajomość swoich możliwości, słabości i mocnych stron.
Bo wszystkie filmowe drogi prowadzą wgłąb nas.

wtorek, 22 kwietnia 2014

Najbardziej oczekiwane adaptacje książkowe 2014 roku



Mówią, że naśladownictwo jest najwyższą formą pochlebstwa. 2014 jest rokiem bardzo odtwórczym, bowiem z literackich storn na srebrny ekran trafi niezmierna ilość historii.
Oby udanych.

To, co mogliście już zobaczyć:

1. Nauka spadania to film, którego bohaterami jest czwórka nieszczęśników, chcących popełnić samobójstwo. Zakładają grupę wsparcia, w której łączą się w bólu i pomagają sobie nawzajem. Deadline: 14 luty. (taki żart słowny ;) dla niezorientowanych: deadline z ang.-ostateczny termin np.zrobienia czegoś do pracy) Kręci Nick Hornby. (Była sobie dziewczyna)

2. Divergent, który cudowni polscy translatorzy przekształcili w czarującą "Niezgodną"
Przyznam, że znacznie chętniej poszłabym do kina po prostu na Divergent (z ang.rozbieżny)- nazwa nieco tajemnicza, mroczna, przywodząca na myśl niekoniecznie baśniową krainę, mocna. Nazwa nie zwodzi. To świat przeszłości, w której na podstawie cech charakteru  nastolatki przydziela się do jednej z pięciu frakcji. A w nim dziewczyna, od której życie wymaga czegoś więcej niż by się spodziewała. Film to ekranizacja powieści Veroniki Roth, która jest autorką trylogii. Kolejne części to "Zbuntowana" i "Wierna". 

3. Serena z gwiazdorską obsadą już trzyma za ogon wielki sukces. Siły połączyli znów Jennifer Lawrence i Bradley Cooper. Trochę o fabule: Londyn, połowa XVIII wieku, czas rozruchów społecznych. Jedyną szansą dla rebeliantów jest ucieczka z kraju. Serena to córka szlachcica, która pomaga im w ucieczce. W czasie jednej z nocnych eskapad fatalny splot okoliczności sprowadza tę młodą damę do łóżka słynnego karciarza i libertyna. Jakież jest jej zdziwienie, kiedy dowiaduje się, że kobieta, z którą spędził noc, to córka jego największego wroga. (źródło opisu:lubimyczytac.pl)

To, co zobaczycie:

4. Gwiazd naszych wina to zdecydowanie najgorętsza z zapowiedzi. Polskie społeczeństwo czyta! 
Księgarze powinni z dumą trzeba przyznać, że książek nie sposób już dostać w prawie żadnej księgarni! (wiem, co mówię ;) ) Fault in our stars, która wyszła spod pióra Johnna Greena rozpaliła na nowo entuzjazm z oczekiwania na dobry film!



5. Dawca
W nim pokładam duże nadzieję, bo książka jest niezwykła, gdzie niezwykła oznacza rzeczywiście nie zwykłą, inną. Z perspektywy mogę powiedzieć że jest to Orwell dla wrażliwszych, który nie sprawia że popadasz w tygodniową konsternację. Antyutopia opowiada historię kilkuletniego Jonasza, który staje przed wyborem... Tą historię trzeba po prostu poznać! :) Reżyseruje David Yates.

 6. Więzień labiryntu, czyli kolejna propozycja dla młodzieży, która trzyma w niepewności już po obejrzeniu zwiastuna. Zapowiada się świetnie.

7. Ben Affleck w Zaginionej dziewczynie podtrzymywać będzie klimat grozy i na pewno nie pozwoli ulotnić się naszej niepewności. Sam stanie się głównym podejrzanym morderstwa własnej żony. Co z tego wyniknie? Dowiemy się w październiku.

8. Kosogłos część I
Podział Kosogłosa można było przewidzieć (tak samo było z Insygniami Śmierci).Widać producenci lubują się w pochłanianiu napięcia z ust widowni i banknotów z ich portfeli.
Myślę, że w przypadku Igrzysk Śmierci będzie to średnia decyzja. To nieziania jednak faktu, że do listopada jeszcze dużo czasu...

 








środa, 16 kwietnia 2014

Aktor - winny czy ofiara?

Znajdują się w błędnym kole. Są podziwiani i wielbieni, lecz także oskarżani o wielowymiarową niezdrową modę. Bo zbijają kokosy, bo mają wygórowane zachcianki, bo za zagranie krótkiego epizodu żądają kroci. Bo z nich młodzież bierze wzór, widząc na ekranie śmigających na motorach gangsterów, wiozących dziewczyny o rozmiarze 26. Gdzieś w tym wszystkim stracono poczucie, że to tylko ludzie, a nie marionetki, których uroda warta jest dwóch dych za bilet.
Podjęto jednak wysiłek, by wyjść naprzeciw pułapkom cywilizacji, zwrócić się prawie bezpośrednio (bo również przez ekran) do tych, którzy być może tego potrzebują.

Fanning i Prieto vs bulimia

Elle Fanning zagrała w krótkim, zaledwie 8-mintowym klipie Rodrigo Prieto - reżysera nominowanego do Oscara. 

Dlaczego?
Prieto opowiada, że podjął się tego zadania kiedy Rhea Scott i Jacqueline Bosnjak poprosiły go o stworzenie filmu, który przemówi do "społecznego sumienia". Szukając inspiracji przyszedł mu do głowy problem zaburzeń odżywiania. Tematu tego dotknął osobiście, gdyż jego córka Ximena parę lat temu chorowała na anoreksję. Prosząc ją o pomoc stworzył coś zupełnie nowego-nie jest to dokument ani ogłoszenie społeczne wzywające do rozsądku. Jak mówi sam, jego celem było stworzenie autentycznej opowieści, a przez narrację bohaterki przemówienie do umysłów nastolatek, których często nieświadomie obrana droga prowadzi prosto do poważnych chorób, 
z konsekwencjami na całe życie.

Siła filmu
Jak więc uchronić społeczeństwo od popadania w choroby, gdy Hollywood promuje nierealny wizerunek ciała? Reżyser odpowiada, że film, będący potężnym medium może działać w dwie strony, a film, który stworzył pokazuje, że już czas by ten trend odwrócić. Ma świadomość, że jedno Likeness nie wstrzyma całego procesu, lecz ma także nadzieję,że młodzież zobaczywszy go poczuje impuls, będący krokiem w dobrą stronę. Bo najważniejsze by o tych problemach mówić a nie chować je w sobie.

cały wywiad w języku angielskim można przeczytać pod tym adresem:


 Operacjom plastycznym mówią nie


Maryl Streep dowcipnie mówi, że woli starzeć się z wdziękiem. Emma Thompson uważa, że to straszne, że ludzie oczekują iż 60-latki będą wyglądały na 30 lat młodsze. 
Tak samo twierdzą Jodie Foster, Julianne Moore i Julia Roberts. 

Bez makijażu? Proszę, śmiało!

Celebryci przyzwyczaili nas do perfekcyjnej cery, lśniących włosów i spojrzenia tak świeżego, jak po 10-godzinnym śnie. Taki ich obraz siedzi nam w świadomości i do takiego jesteśmy przyzwyczajeni. "Złapana bez makijażu. Tylko u nas!" - brak tu logiki. Ludzie sami tworzą z aktorów lalki barbie, podniecając się i trąbiąc na około, gdy zobaczą je w zwyczajnej wersji, bez czerwonego dywanu. Tym czasem gwiazdy nie mają nic przeciw temu, by widzieć je bez makijażu. Przecież są tylko ludźmi, którzy tak jak ja i Ty lubią czasem wyjść na spacer z psem, pobiegać lub wyskoczyć do sklepu w dresie niezauważenie.


sharon stone without makeup 
Sharon Stone

 


środa, 26 marca 2014

A gdyby tak...Teatr Telewizji? Recenzja "Next-Ex"


.


„Next-Ex” to jeden z najnowszych spektakli Teatru Telewizji. Wyreżyserowany został w 2012 roku przez producenta takich światowej sławy produkcji, jak „W ciemności”, „Plac Zbawiciela” i „Dzień świra” – Juliusza Machulskiego. Reżyser w rolach obsadził: Małgorzatę Zajączkowską, Krzysztofa Stelmaszyka, Jana Englerta, Annę Seniuk, Julię Rosnowską i Jakuba Firewicza. Sztuka jest współczesną komedią wyraźnie ukazującą różnice i konflikt pokoleń. Głównym motywem spektaklu jest przedstawienie rodzicom przez jedynaczkę kolejnego narzeczonego.

Reżyser posyła szeroki uśmiech do starszego widza, równocześnie puszczając oko do młodego odbiorcy. W zabawny sposób krzyżuje ze sobą dwa zupełnie odmienne punkty widzenia, dwa różne światy. Ojciec Marysi, inteligent, przekonany o wszelakiej niekompetencji wybranków córki, testuje ich pytaniami z najróżniejszych dziedzin – od gotowania zup po ruch hipisowski (wywołując u odbiorców wybuchy śmiechu) by w końcu twierdzić, że nie nadają się dla jego ukochanej „królewny”. Aktorstwo na bardzo dobrym poziomie sprawia, że oglądanie spektaklu jest przyjemnością, a bohaterowie szybko zyskują naszą sympatię. Na szczególne wyróżnienie zasługuje, moim zdaniem, Anna Seniuk, grająca babcię 20-latki. Jak to zwykle z babciami bywa, jest niezwykle bezpośrednia i nie zawaha się przed niczym, gdy za cel obiera dobro wnuczki. Błyskotliwe dialogi postaci, ich inteligentne wypowiedzi sprawiają, że komedia nie wydaje się być dziełem na niskim poziomie, a ponadto skłaniają do refleksji. Warto wspomnieć o świetnych, choć wcale nie widowiskowych kostiumach, które uwypuklają różnice międzypokoleniowe i tworzą między bohaterami wyraźny kontrast. Kolejnym plusem sztuki jest niespodziewany zwrot akcji, dodatkowo przykuwający naszą uwagę, a także finalne wyjaśnienie uknutej przez Marysię intrygi, o której widz przez cały czas nie ma pojęcia. Wykorzystany przez Machulskiego schemat, polegający na nieporozumieniu sprawia, że komedia jest ciekawa do samego końca. W całym tym zabiegu reżyser dokonał jeszcze jednej, bardzo ważnej rzeczy – stworzył międzypokoleniową więź między bohaterami, a także przypomniał o niej widzom.

Nie powinien dziwić więc fakt, że „Next-Ex” otrzymał tytuł najlepszej polskiej komedii współczesnej, a także trzy inne nagrody na festiwalu „Dwa Teatry”. Bawi, zaskakuje i odpręża. Jest to spektakl pełen humoru, doskonały do obejrzenia z całą rodziną.



niedziela, 16 marca 2014

"Obietnica"- recenzja



Jeśli „Obietnica” miała być istotnie obietnicą dobrego filmu, to od dziś nie ufam reżyserom, bo utwierdziłam się jeszcze bardziej w przekonaniu, że wszyscy kłamią. Film zawiódł mnie na całej linii.

"Obietnica" opowiada o niczym. Teoretycznie jest to miłość i oddanie, przyjaźń i odrzucenie, a poza tym nienawiść ludzka i problemy rodzinne. Brakuje tylko klowna, który krzyknąłby: FIGA!
Cały ten płacz, całe to udawanie. Nie po raz pierwszy, choć jest to wielką rzadkością, zdarzyło mi się przy scenie płaczu nie pomyśleć „ciekawe, jaki ma sposób”. Zwykle się zastanawiam, jak aktorzy doprowadzają się do płaczu, próbując rozgryźć ich sztuczki. Sceny te mają wyrazistą moc, wielką siłę przebicia i własny charakter. Ta scena była porażką. Widz został jak gdyby umyślnie uświadomiony w tym, że ekranowa historia nie ma sensu, a ludzie tylko (przepraszam za kolokwialne wyrażenie) odwalają swoje role. Płacz jest wymuszony, sztuczny, prawie śmierdzi chińskim plastikiem. Jakby aktorzy były maszynami, a zaraz ktoś miał przerwać tę scenę i krzyknąć „Dobra! A teraz grasz euforię. Uśmiech na twarz, figlarne błyski w oczach, ekstaza po prostu.”

Nie chcę demontować emocji na części. Główna aktorka zrobiła to za mnie. Przez całe ciągnące się parę minut udowadnia, że kino to tak naprawdę jedna wielka maskarada, w której jako marna kukiełka, przyszło jej brać udział, a scenariusz nie porywa. Ani widza ani jej.

0 dorosłych na sali kinowej. Może ten film był przeznaczony dla młodzieży? Może jedynie oni powinni go zrozumieć? Czuję się dziwnie należąc do tej grupy i nie pojmując go wcale.

1 wątek, w dodatku kiepski, ciągnący się przez całe półtora godziny. Ja rozumiem, że trudno, że niby era cyfryzacji, że niby problemy nastolatków, i „co tu jeszcze do pioruna pokazać!?”, ale czy wymaganie osadzonego w tej konwencji drugiego wątku to zbyt wiele?

2 dobrych aktorów:
Chyra i Ogrodnik. Z największą przyjemnością pragnę oznajmić, że mamy polskiego
(i to młodszego!) Orlando Blooma. :D

 W „Obietnicy” być może nie wznosi się na szczyty (ani nawet na pagórki) ale jest charakterystyczną postacią, która czymś zaskakuje.


Zwiastun filmu Obietnica z Luxurią Astaroth w jednej z ról





Przeciętność głównej bohaterki świetnie oddaje scena tłumu.
Dosłownie każda głowa z tu obecnych mogłaby zostać pierwszoplanową postacią. Została ona. Jeśli nie wygląd, to co zaważyło? Intelekt?






Kolejna niezmiernie irytująca rzecz w filmie to zachowania głównych bohaterów. Jaki stan umysłu polskiej młodzieży stwierdzi ktoś wychodząc z kina? Psycholog nazwałby to zaburzeniami psychicznymi z domniemaniem nerwicy, natomiast zwykły zjadacz chleba będzie zadowolony, że utwierdził się we własnym „wandale, ćpuny i gwałciciele!”. Czy naprawdę chcemy żeby polskie nastolatki takie były / miały taką opinię? Czy kręcone o nas filmy muszą zawsze opierać się na schemacie: miłość, hajs, Internet, zabawa i problemy (żeby choć egzystencjalne!) ? To strasznie krzywdzące, a przy tym interesujące jedynie dla nielicznej grupy odbiorców.


876543 durnych dialogów. Gdyby była choć jedna złota myśl, w tym filmie, gdyby choć raz pomyśleć „zapamiętać, zapamiętać!”. Nie. Gdyby choć jedna błyskotliwa wymiana zdań, pomyśleć „”dobre, dobre!”. Nie. Gdyby choć trochę mniej flaków typu „Jak się czujesz?” i „ok”. Też nie.

Nie chcę mówić samych negatywów. Reżyser na pewno się starał, bo trudno jest zrobić film, który spodoba się młodym ludziom i do nich trafi. Aktorzy - może mają potencjał, może po prostu nie dali z siebie wszystkiego.


Jednak porównanie do "Sali Samobójców" Komasy to zdecydowane przegięcie.